Kilka dni temu kupiłam olej z kiełków pszenicy. Już o nim pisałam ale ponieważ z każdą aplikacją lubię go bardziej uznałam, że zasługuje na dłuższy wpis.
Konsystencja:
Olejek jest dosyć gęsty (szybko znika z butelki) ale łatwo się go rozprowadza. Na pokrycie twarzy wystarczy naprawdę kilka kropli.
Kolor:
Pomarańczowy- ale co bardzo ciekawe na skórze i wygląda wcale jak "bejca", której używają kulturyści ale nadaje jej lekko brzoskwiniowy kolor. W połączeniu z lekko sinym kolorem moich nóg daje wrażenie skóry muśniętej słońcem.
Zastosowanie:
Używam go na włosy, twarz, nogi oraz dłonie.
Zapach:
Wiele źródeł podaje, że jest ciężki i trudny po pokrycia innym zapachem.
Ja mam kompletnie inną decyzję. Zapach niezbyt intensywny, zbożowy. Bardzo szybko się ulatnia z moich włosów, na skórze czuć go trochę dłużej ale absolutnie mi nie przeszkadza a już np. zapach oliwy z oliwek mnie drażni....
Moja opinia:
Najlepszy produkt nawilżający jaki do tej pory miałam!
Na twarzy nie zapycha mi porów, ładnie nawilża, przyspiesza gojenie wyprysków. Od kilku dni nie używam na noc nic innego i nie mam problemu z suchą, swędzącą skórą.
Pięknie zregenerował moje spierzchnięte dłonie (uroki pracy w klimatyzowanym pomieszczeniu).
O jego działaniu na włosy już pisałam, ale powtórzę: błyszczące, wygładzone, praktycznie nie musiałam ich rozczesywać. Zmywa się bez problemu przy pierwszym myciu (używam Nivea Baby 2 in 1).
Używam go też jako zabezpieczenie do końcówek i środek do nabłyszczenia włosów. Ładnie się wchłania więc włosy wyglądają naturalnie:)
Już myślę o kupnie następnej buteleczki, choć cena nie jest najniższa....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz